W obliczu pandemii koronawirusa bardzo wiele firm zdecydowało się na pracę zdalną zatrudnionych osób. Wstawać z łózka i nie wychodząc z domu być w pracy? Wydawało się to wielu osobom wymarzonym rozwiązaniem. Teraz okazuje się przekleństwem. Ratunkiem może być biuro serwisowane.
Cudze chwalicie swego nie znacie – to stare przysłowie dość dobrze oddaje przemianę świadomości wielu osób w czasie pandemii koronawirusa. Już kilkadziesiąt lat temu można było przeczytać w niektórych gazetach opisy jak to w Ameryce niektórzy pracują. Zwyczajnie w domu. Do biura jadą, co jakiś czas oddać wyniki swojej pracy i wziąć następną partię. Niektóre zebrania nie są potrzebne, bo można sprawy załatwić przez telefon. A wszyscy mają telefony w domu i to nawet po kilka linii. Marzenie.
To samo ze zdalną szkołą. Z lekcji geografii pamiętam, jak nauczyciel opowiadał, że w Australii to dzieci mają bardzo daleko do szkoły, bo to bardzo duży kraj. W związku z tym nie dojeżdżają do szkoły, tylko uczą się na odległość. Mają radiostacje i tą drogą łączą się z nauczycielami. Wydawałoby się, że to wieczne wakacje.
Teraz mamy i pracę zdalną i szkołę zdalną. I teraz do nas dotarło, że ta praca zdalna to może jest fajna, ale nie dla wszystkich. Jak ktoś ma duże mieszkanie czy duży dom jak w USA, do pracy ma gabinet, a przynajmniej wydzielone miejsce, gdzie nikt nie przeszkadza to może to być fajne.
W polskich realiach wiele rodzin znalazło się nagle w dwupokojowym mieszkaniu z dwójką dzieci i dwójką dorosłych pracujących. Nawet, jeśli jest wystarczająca liczba komputerów do pracy i nauki to nie bardzo jest fizycznie gdzie usiąść. Okazuje się też, że mamy beznadziejną wydajność w stosunku do czasu sprzed pandemii. Zwyczajnie nie potrafimy wejść w tryb pracy. Siadamy do pracy w szlafroku, bo tak wygodnej. Wychodzimy na spacer z psem. Dzieci coś, co chwila chcą. I tu wyjściem może być biuro serwisowane.
Po pierwsze, wychodząc z domu musimy wyjść z rozdeptanych kapci. Czyli opuszczamy tryb domowy i przechodzimy do roboczego. Psycholodzy podkreślają, że to bardzo ważne. Nie da się wydajnie pracować w szlafroku. Nie mamy na głowie psa, prania i dziecka, które potrzebuje pomocy przy lekcjach, albo się zwyczajnie nudzi. Nie gra telewizor, nie przeszkadzają odgłosy gry, którą na własne nieszczęście obdarowaliśmy dziecko na urodziny. Kto wiedział, że trzeba będzie tego słuchać…
Zatem uciekamy do biura serwisowanego. Jeśli nie ma, z kim zostawić dzieci, to trzeba się wymieniać. Raz żona, raz mąż pracują w normalnych warunkach. Piszemy o biurze serwisowanym, czyli osobnym pokoju. Nikt teraz raczej nie zaryzykuje pracy w biurze typu open space. Nawet przy rozlokowaniu w dużych odstępach ryzyko zarażenia jest jednak spore. Co innego gabinet w biurze serwisowanym. Można wynająć jedno, czy dwuosobowe pomieszczenie z pełną obsługą, sprzątane i odkażane. W obliczu pandemii firmy są bardziej skłonne negocjować ceny wynajmu.
Pojawiła się też na rynku nowa opcja. To biuro serwisowane na godziny. Można wynająć gabinet na dowolny czas. Opcja może być przydatna osobom, których firmy urządzają telekonferencje. To nawet w przypadku, gdy mamy gdzie pracować w domu może dezorganizować pracę drugiej osoby. Wtedy warto się przenieść do osobnego pomieszczenia.
Biuro serwisowane na godziny można wynająć w naszej firmie Biznes Spot. Dostępne są dwie lokalizacje w Warszawie. Przy Wiślanej 8 na Powiślu i przy Nowogrodzkiej 56a, tuż koło hotelu Marriott. Zapraszamy do kontaktu przez formularz – https://biznesspot.pl/kontakt
