Strona główna > Blog > Coworking > Coworking sposobem na prokrastynację

Coworking sposobem na prokrastynację

Zwlekanie, odkładanie pracy na później, wynajdowanie przeszkód w tym żeby wreszcie zabrać się do pracy to doskonale znane zjawisko. Prokrastynacja jest tłumaczona jako wynik walki dwóch ośrodków w mózgu. Sposobem na to może być coworking.

Coworking był niedostępny

Pisarze od zawsze pracowali w domu. To, czego teraz doświadcza ogromna część pracowników biurowych, było dla nich chlebem powszednim. I nadal jest. Większość pisarzy, o których sposobach na wieczne odwlekanie coś wiemy, pracuje w domu. Może są tak zachwyceni swoim talentem, tym co piszą, że praca to dla nich czysta przyjemność? Raczej jednak nie. Jak twierdzą znawcy przedmiotu lubią pisać raczej ci, którzy nie mają nic do powiedzenia. Czyli grafomani.
Można zatem założyć, że pisarze, których znamy, pisać nie lubią i się do tego na różne sposoby zmuszają. Technik jest wiele.
Jerzy Pilch, na przykład wstawał bardzo wcześnie rano. Zanim się wziął do pracy w mieszkaniu musiało być idealnie czysto i musiał panować idealny porządek. Ponoć rytuałem było codzienne idealne odkurzanie mieszkania. Dopiero wtedy siadał do pisania.
Ernest Hemingway zapytany przez kogoś jak zacząć prace nad nową powieścią miał odpowiedzieć: „najpierw rozmrażasz lodówkę”. Noblista pracował zresztą na stojąco. Był to wynik doznanych obrażeń kręgosłupa. W tej pozycji najmniej go bolało.
Victor Hugo był naprawdę niezły w prokrastynacji. Żeby skończyć pracę nad monumentalnymi „Nędznikami” ponoć rozebrał się do naga, oddał ubranie służącemu i zamknął się w gabinecie do czasu zakończenia pracy. Z kolei Herman Melville, żeby skończyć Moby Dicka kazał żonie przykuć się łańcuchem do biurka.
Melchior Wańkowicz napisał ogromną, dwutomową książkę będącą instrukcją dla twórców. Spora część Karafki La Fontaine’a jest poświęcona warunkom do pracy, jakie musi mieć twórca oraz co robić, żeby zająć się pracą, a nie pobocznymi rzeczami.
Czy coworking mógłby pomóc w pracy wyżej wymienionym twórcom? Raczej nie do końca, choćby dlatego, że trudno ze sobą wozić do wynajętego na godziny biura całą bibliotekę. I to za każdym razem.

Coworking może mobilizować do pracy

Jednym z głównych powodów, dla których trudno się wziąć za pracę w domu są różne rozpraszacze zwane też dystraktorami. A to dziecko coś powiedziało, a to zauważyłem pajęczynę, a to lodówka głośno chodzi… a wreszcie, ciekawe co w niej jest… I tu zaczyna się podjadanie. Nie dość, że zajmuje to czas, to jeszcze prowadzi do niebezpiecznego zaokrąglania kształtów. I tu może pomóc coworking.
Po pierwsze w biurze na godziny nie ma naszej rodziny, nie ma lodówki, nie ma psa. Dźwięki jakie docierają są raczej typowo biurowe, czyli takie przy jakich pracowaliśmy przez lata. Łatwiej nie słyszeć rozmowy telefonicznej obcej osoby, niż głosu własnego dziecka.
Po drugie, w coworkingu nie znajdziemy nic lepszego do roboty niż praca. Takie miejsce jest w jakimś sensie mało atrakcyjnie. To nie jest wnętrze z naszą ulubioną kanapą, fotelem i telewizorem. A i telewizora nikt nie będzie włączał. Odpada walka o ciszę, dla chwili skupienia.
I wreszcie jeszcze jeden powód, dla którego coworking jest dyscyplinujący i bardziej sprzyja skupieniu niż domowe pielesze. To powód czysto ekonomiczny. W domu siedzimy przed komputerem za darmo. Nic nie dopłacamy za zajęcie stołu w pokoju czy w kuchni. Co innego w biurze. Za coworking trzeba zapłacić, a więc każda chwila stracona na myślenie o niebieskich migdałach, to strata pieniędzy.
Dla powyższych powodów może warto rozważyć wynajęcie biura. Co prawda kosztuje, ale za to mamy szansę zaoszczędzić czas.

Podobne wpisy

Cat Foto
Jeśli interesuje Cię jedna z naszych usług lub potrzebujesz indywidualnej oferty, wypełnij formularz

Wyślij zapytanie